poniedziałek, 16 marca 2015

28. Come by and knock on my house of cards, if it falls I'll rebuild it from the start

*** Riker ***
Od rana trwały próby do naszego koncertu. Każdy miał smętną minę. Przez śmierć Janka nikt nie spał całą noc. Ross jak zwykle pomylił tekst, Ellington ziewał nam za plecami rozpraszając wszystkich, Rydel niedbale stukała w klawisze, Rocky od godziny próbował nastroić gitarę, a ja stałem i nic nie robiłem. Nie byłem w stanie. Przecież widziałem jego śmierć...
-Jeśli tak będziecie grać, to o światowej karierze możecie pomarzyć - do klubu wpadł tata. - Na zewnątrz roi się od fanów, pasowałoby chociaż im pomachać.
-Racja, chodźmy - skinąłem głową. Razem z zespołem podeszliśmy do szklanych drzwi klubu, gdzie pod schodami stało z pięćset roześmianych nastolatków. Po chwili rozległ się pisk - fani nas zauważyli. 
-A, jebać to - rzucił Ross i nie myśląc, otworzył drzwi. Fani zaraz wbiegli po schodach i zaczęli nas obmacywać, połowa wpadła do klubu, nie wierząc własnym oczom. Miałem ochotę udusić Rossa, przysięgam. 
Fani podbiegli do schodów, na których siedziała zapłakana Rydel. Widząc ich, szybko otarła łzy i spróbowała się uśmiechnąć.
-Co jest, Rydel?
-Co się stało?
-Rydel, czemu płaczesz?
-Delly, co ci jest?
Fani wypytywali ją, a ona rzuciła tylko, że wpadło jej coś do oka i wybiegła do garderoby. Po chwili pojawili się ochroniarze i wyprosili tłum, i od razu każdemu lepiej się oddychało. 

Po paru godzinach fani przyszli na meet&greet. Wszyscy uśmiechaliśmy się i robiliśmy głupie miny... Szczęście, że jesteśmy dobrymi aktorami. 
Wreszcie przyszedł czas by wyjść na scenę. Każdy się denerwował, ale postanowiliśmy, że ten koncert będzie wyjątkowy - dla Janka. O dziwo, nie wyszło nam tak źle. Odegraliśmy naszą standardową listę kawałków i mieliśmy już schodzić ze sceny, kiedy coś mnie zatrzymało. Podszedłem do mikrofonu i przemówiłem.
-Zostańcie jeszcze chwilkę, proszę - odezwałem się zdenerwowanym głosem, a zespół wytrzeszczył oczy. - Otóż... Postanowiliśmy, że ten koncert będzie na cześć Janka, członka polskiej R5family... On niedawno... Zmarł, zmarł wczoraj, niestety byłem świadkiem jego śmierci - zorientowałem się, że łzy lecą mi po policzkach, więc szybko je wytarłem. - Chodzi o to, że... To tak, jakbym stracił brata, w końcu R5family to jedna wielka rodzina. Dlatego postanowiłem, że zagramy jeszcze jedną piosenkę, specjalnie dla niego - odszedłem od mikrofonu. 
-O co chodzi? Co mamy zagrać? - powiedział bezgłośnie zaskoczony Ell. Szepnąłem mu coś do ucha, a on przekazał reszcie. Wszyscy od razu się uśmiechnęli.
-Dobry wybór - przyznał Ross.
Gitary zabrzmiały, perkusja delikatnie zadrgała, keyboard lekko zaczął grać, a ja i Ross zaczęliśmy śpiewać. On wykonał pierwszą zwrotkę, ja drugą, a refren razem. And I will walk this road ahead, one hundred miles on my hands - słowa piosenki odbijały mi się echem w głowie. Nawet nie mrugnąłem, a kawałek się skończył. Pociągnąłem nosem i poczułem, że znów moje policzki pokrywają łzy. Spojrzałem na publiczność. Wszyscy płakali. Dziewczyny zasłaniały twarze rękami, byśmy nie zobaczyli ich rozmazanego tuszu, a chłopcy stali jak wryci, marszczyli brwi i pociągali nosem. Tak, to był najlepszy koncert w dziejach całego R5. Szkoda tylko, że 'najlepszy' był ex aequo z 'najsmutniejszy'.
-Dziękujemy, to było Show You autorstwa Shawna Mendesa - rzucił Ross i zeszliśmy ze sceny. 
Po parunastu minutach wyszliśmy, by podpisać autografy. Każdy nas próbował pocieszyć, większość nadal płakała, a ochrona nie miała nawet serca reagować, gdy fani chcieli nas przytulić. 

*** Ross ***
-Zapamiętasz mnie? - spytałem Natalii ze łzami w oczach, gdy żegnaliśmy się na lotnisku.
-Oczywiście, że tak - szepnęła, cicho łkając.
-Nie musisz - spuściłem głowę.
-Co?
-Nie musisz! - krzyknąłem, wziąłem ją na ręce i wniosłem do samolotu.
-Przestań, musisz lecieć, nie wygłupiaj się - blondynka zmarszczyła brwi, kierując się w kierunku drzwi.
-Nadal nie kumasz? - pociągnąłem ją za rękę. - Lecisz z nami!
-Co? Jak to z wami? - wytrzeszczyła oczy. - Nie mam biletu, nie jestem spakowana, moja rodzi... Ech... Bo kto miałby być o tym powiadomiony... - zachmurzyła się.
-Nie, nie w tym momencie, nie myśl o tym - złapałem ją za ramiona. - Twoja ciocia wie, że lecisz, bilet kupiłem ja, no i... Mam znajomego ślusarza, który wszedł do twojego domu, zabrał rzeczy, które mogą być ci potrzebne i spakował - powiedziałem, lekko zażenowany. - A resztę zakupiłem ja. Wiesz, dodatkowe ubrania i takie tam - uśmiechnąłem się. 
-Ty... Jesteś cudowny! - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.

Przez następne kilka godzin w samolocie Natalia dziękowała mi za wszystko i mówiła, jaki to wspaniały nie jestem, a ja miałem ochotę zakleić jej te usteczka. Przecież to nic takiego!
-Obejrzyj rzeczy, które ci kupiłem - zaproponowałem. - Specjalnie walizkę z nimi zabrałem do samolotu - szepnąłem, podając jej przedmiot.
Dziewczyna otworzyła i wybałuszyła oczy.

*** Natalia ***
W walizce roiło się od pięknych ubrań! Sukienki, spódniczki, kolorowe bluzki, niektóre nawet od projektantów...
-Chanel?! - krzyknęłam tak, że parę osób zwróciło oczy w moją stronę. - Zwariowałeś? - dodałam ciszej.
-Chcę, żeby moja dziewczyna miała fajne ciuchy - uśmiechnął się. - A tak się składa, że mam dobry gust. Sama widzisz - wskazał na walizkę.

Przeglądanie ubrań zajęło mi co najmniej pół godziny. Było ich mnóstwo. 
-Skończyłam - odetchnęłam, składając pudrowo białą sukienkę.
-Ee, jeszcze nie - zarumienił się. - Spójrz do bocznej kieszonki.
Nie, to nie była kieszonka. to była druga, ogromna przegródka. Otworzyłam i moim oczom ukazała się... Koronkowa bielizna?
-Niedługo może ci się przydać - Ross spuścił głowę a ja widziałam, że się uśmiecha. Wzięłam do ręki parę majtek, i...
-Stringi? Serio? - spojrzałam na niego z wyrzutem, a on zanosił się ze śmiechu.
-Trochę się pomęczysz, żeby mnie uszczęśliwić - powiedział blondyn, po czym pocałował mnie w policzek.

___________________
hej hej hej!
wieeem, długo nic nie dodawałam, tak tak tak...
ale szykuję coś nowego (jakoś na wakacje, może trochę później) i to pochłania masę mojego czasu. do tego szkoła, wiadomo..
nie wiem, czy nie będę powoli kończyć tego opowiadania, nie mam pomysłu, co by dalej dodać, co zrobić, by was zaciekawić, jak to dalej pociągnąć, itp, itp...
myślałam, żeby zakończyć w 30 rozdziale, chociaż nie wiem... myślałam też o 50, ale czy uda mi się aż tyle napisać? 
wybór należy do was. może mnie jakoś natchniecie? :D

sobota, 29 listopada 2014

27. This is a modern fairytale, no happy ending, no wind in our selves

***Rocky***
Biegłem do parku ile sił w nogach. Miałem pięć minut do spotkania z Emilią. Mijałem stare budynki i kawiarenki, starając się trzymać wskazówek GPS-a, którego wkurzający głos co chwilę wydobywał się z mojego telefonu.
-Skręć w lewo. Za 100 metrów dotrzesz do celu - usłyszałem i odetchnąłem z ulgą. W oddali widziałem już zieleń parku i brązowe ławeczki. Wyłączyłem GPS i przebiegłem przez ulicę, a następnie sprintem udałem się w stronę parku. 
Zobaczyłem ją. Siedziała na jednej z ławek z telefonem w dłoni. Postanowiłem podejść ją od tyłu, ale mój szybki oddech zdradził mnie.
-Rocky! - ucieszyła się dziewczyna i przytuliła mnie.
-Tak, to ja - zaśmiałem się. - Wiem, że spóźniłem się ki... kilka minut, ale bie... biegłem te kilka ki... kilometrów specjalnie dla ciebie, więc chyba mi wyy... wybaczysz - mówiłem zdyszany.
-Spokojnie, spóźniłeś się tylko dwie minuty, nie gniewam się -uśmiechnęła się blondynka i przeczesała mi włosy. - I wiesz co? Wpadłam na pomysł, gdzie możemy się wybrać - powiedziała z wypiekami na twarzy.
-Ja też! To co, mówimy na trzy cztery? - zaproponowałem.
-Okej, trzy... czte... ry!
-STADNINA KONI! - krzyknęliśmy w tym samym momencie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Jakim cudem miała na myśli to samo, co ja? Nawet nie wiedziałem, że gdzieś w pobliżu jest stadnina, przecież nie znam Warszawy.
-Dobra, więc cho... - przerwał mi dzwonek telefonu. - Poczekaj, to tata... Muszę odebrać - powiedziałem, a Emilaj skinęła głową.

*rozmowa telefoniczna*
-Tata? Co jest?
-Mam dwie wiadomości, jedną dobrą a drugą okropną. Którą pierwszą chcesz usłyszeć?
-Eee... Może na początek poproszę dobrą.
-Koncert odbędzie się jutro.
-Dobrze, a ta okropna? - nogi mi zmiękły.
-Riker jest w szpitalu. Ktoś wstrzyknął mu jakąś substancję odurzającą. Prawdopodobnie była to Kornelia. Nie wiemy jak to jej się udało... Jedno jest pewne, to kompletna psychopatka. Przyjeżdżaj jak najszybciej do szpitala, to ten sam, w którym leżała Iza. Wszyscy czekają.
*koniec rozmowy*

Zamarłem.

***Riker***
Otworzyłem oczy. Jestem w szpitalu? Co się ze mną stało?
W tym samym momencie przyszła pielęgniarka.
-Dzień dobry, panie Lynch. Proszę się nie denerwować, do pańskiej krwi dostały się substancje odurzające, ale nic panu nie grozi - powiedziała z uśmiechem. Nic mi nie grozi? A co usłyszałem wtedy? 
-Więc kto umarł? - spytałem, nie myśląc nad tym, co mówię.
-Słucham? - zdziwiła się pielęgniarka.
-Ktoś umarł. Lub umrze. Kto do cholery przedawkował narkotyki?! Wyjaśnij mi, nie rób ze mnie idioty! - krzyknąłem.
-Naprawdę nie wiem, skąd pan to wie! - kobieta złapała się za głowę. - Niech się pan uspokoi. To osoba z sali obok. Nie ma z panem nic wspólnego, proszę się nie martwić.
-Zaprowadź mnie tam - czułem łzy pod powiekami. Cholera, ja nigdy nie płaczę. Ale czułem jakąś więź z tą osobą. Nawet jeśli nie widziałem jej nigdy na oczy. Skoro słyszałem słowa lekarza, które były wypowiedziane za grubą ścianą, to.. To musi coś oznaczać.
-Nie mogę, ta osoba umiera, nie wolno mi pana tam wprowadzać, nie ma pan prawa tam wchodzić! - oburzyła się pielęgniarka.
-Zaprowadź mnie tam! Muszę tam wejść, rozumiesz?! Proszę, zrób to dla mnie, ja muszę się tam dostać - złapałem ją za ramiona, a z moich oczu spadały łzy. Kobieta była wystraszona. Po chwili złapała moją rękę i powoli wyprowadziła mnie z sali. Ledwo utrzymałem się na nogach. Wow, byłem naprawdę słaby. 
Stanęliśmy pod drzwiami sąsiedniej sali.
-Na pewno chce pan tam wejść? - spytała zaniepokojona.
-Riker. Mów mi Riker. I tak, chcę - odpowiedziałem, a serce biło mi niemiłosiernie mocno.
Pielęgniarka otworzyła drzwi, a ja wszedłem powoli do sali. Ujrzałem nastolatka leżącego na łóżku szpitalnym, a wokół niego siedzieli dwaj zapłakani koledzy i załamana matka. Kiedy wszedłem, wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
-Przepraszam, ale ja musiałem tutaj wejść. Jestem ee... Mam uprawnienia, jestem lekarzem - wydukałem i podszedłem do chłopca. Miał podkrążone oczy, z których wypływały łzy. 
-Janek... Umiera powoli - odezwała się jego matka. - Bezboleśnie, zapewnili mu to lekarze. Przynajmniej będzie miał spokojną śmierć - kobiecie załamał się głos i schowała twarz w dłoniach. Chłopiec cały czas patrzył się w sufit, a łzy nie przestawały płynąć z jego oczu.
Delikatnie pochyliłem się nad nim. W tamtym momencie moje serce pękło. Już wiedziałem, dlaczego czułem tak silną więź. Umierający chłopiec miał koszulkę z logiem R5. 
Łzy spłynęły z moich oczu i głośno pociągnąłem nosem. Chłopiec ostatkami sił spojrzał na mnie.
-Nie jesteś lekarzem - wyszeptał. - Ty jesteś Riker - zacisnął powieki. Z jego oczu poleciał wielki strumień łez, a moje serce z każdą sekundą pękało na coraz to drobniejsze kawałki. - To sen, prawda? Już umarłem? - spytał cicho i powoli nastolatek.
-Nie, to nie sen... Długo by opowiadać, ale... Eh... - nie potrafiłem złożyć zdania. Zrobiło mi się okropnie słabo, musiałem przytrzymać się łóżka.
-Już jest mój czas - odezwał się chłopiec. - Kocham was i zawsze będę. R5 foreve... - w tym momencie chłopiec zamknął oczy, a w sali rozległ się długi dźwięk respiratora. Zabolało mnie serce.
-Nie... Nie... Nie! - krzyknąłem i wybiegłem z sali. Wpadłem na paru lekarzy, którzy zaprowadzili mnie do mojej sali. Tam z kolei czekała moja rodzina. Opowiedziałem im wszystko. Rydel i mama momentalnie się rozpłakały, a Ross, Ell, Rocky, tata i Ryland byli zszokowani. 
Nagle wszyscy usłyszeliśmy cichy głosik jakiejś dziewczyny, która przyszła z Rocky'm.
-Ja... Ja go znałam - powiedziała zapłakana.
Wszyscy razem przytuliliśmy się, a potem płakaliśmy jeszcze dobre kilka godzin.
Ale jedno jest pewne. Nigdy nie zapomnę tego, co zobaczyłem. To będzie za mną chodzić do końca życia.
A co z koncertem? Koncert się odbędzie. Dla Janka damy czadu, jak jeszcze nigdy. Byłby z nas dumny.

_____________________________

wieem, czekaliście na to meega długo, miałam dziwny, straszny i... niezbyt fajny okres w życiu i nie chcę do tego wracać. 
nie wiem, kiedy będzie następny rozdział, może jutro, może za tydzień, miesiąc, rok.. nie no, rok na pewno nie XD
ale wydaje mi się, że jakoś niedługo..
see ya! 

niedziela, 5 października 2014

26. Baby, I'm faded

***Rocky***
Obudziłem się z telefonem w ręku. Była pierwsza po południu. Wczoraj przez pół nocy pisałem z Emilią. Jest taka słodka... 
Dowiedziałem się, że mówią na nią Emilay, to znaczy... Emilaj, po polsku. Ma dwa psy i papugę, uwielbia zwierzęta. Kocha też muzykę, chodzi do szkoły muzycznej i gra na fortepianie. Dziewczyna moich marzeń!
Umówiliśmy się dzisiaj w parku, na drugą. Moment... Drugą?! Mam tylko godzinę!
Zerwałem się z łóżka i podreptałem do łazienki.
Wziąłem szybki prysznic a następnie ubrałem się i ogoliłem twarz. Ułożyłem włosy a potem użyłem perfum. 
Spojrzałem w lustro. Wyglądam cudnie. No, i jestem całkiem skromny.

***Riker***
Leżałem na kanapie w naszym małym hotelowym saloniku, oglądając telewizję. To nic, że nie rozumiałem ani jednego słowa. Jakoś mi to nie przeszkadzało.
Rozmyślałem o Kornelii. Ja... Nie kocham jej już. Taa, pytanie, czy w ogóle kochałem. Nie odbierałem jej telefonów od paru dni, jedyne co wiedziałem to to, że jest już z powrotem w USA. Bałem się tylko co będzie, kiedy ja też wrócę i będę musiał z nią pogadać. Zdawałem sobie sprawę, że zachowuję się jak tchórz, ale... Nie no, momencik. Tak być nie może! 
Sięgnąłem po telefon i wybrałem do niej numer. To znaczy... Wydawało mi się, że do niej.

*rozmowa telefoniczna*
-Halo?
-Hej... Słuchaj, ja przepraszam, że nie odbierałem twoich telefonów, że cię unikałem. Ja... Ja już cię chyba nie kocham. Przepraszam, przykro mi. I wybacz że załatwiam to przez telefon, ale nie mogę dłużej wytrzymać. Poczucie winy zżera mnie od środka. Jeszcze raz przepraszam - zacząłem gadać jak najęty. Co ona sobie mogła pomyśleć? Czekałem na najgorsze.
-Ryland? 
-Kornelia?
-Słucham?
-Co?
-Riker?
-Savannah?
-Chyba pomyliłeś numery - zaśmiała się dziewczyna. - Ale naprawdę miałam nadzieję, że to Ryland... Od paru dni nie odbiera telefonów, nie wiem co się dzieje. Porozmawiasz z nim? - spytała, wyraźnie zmartwiona.
-Jasne, oczywiście. Dam znać, jak czegoś się dowiem. A czy ty mogłabyś jakoś skontaktować się z Kornelią i... Przekazać jej to wszystko? Naprawdę mi na tym zależy, a nie lubię o takich rzeczach rozmawiać przez telefon...
-Spoko! Również dam znać.
*koniec rozmowy*

Szybko wstałem i skierowałem się na korytarz, w stronę pokoju Rylanda. Szedłem szybko, wpatrzony w telefon, po czym wpadłem na coś. No, a raczej na kogoś.
-Synu, uważaj jak chodzisz - zażartował tata. - Koncert jest zaplanowany na jutro, 24 marca, powiadom resztę. Napisałem już na facebooku i przesunąłem daty.
-Ok - rzuciłem i oparłem się o ścianę. Co właściwie miałem zrobić? W sumie... Nieważne.
Szedłem dalej, i znów na kogoś wpadłem. Była to dziewczyna o jaskrawo czerwonych włosach i ciemnych oczach. Poczułem mocne ukłucie w rękę, a tajemnicza nieznajoma zniknęła. Wow, to było dziwne. 
Nie zważając na sytuację sprzed chwili, udałem się do hotelowego bufetu i zjadłem parę kawałków pizzy. Potem ubrałem się i wyszedłem na miasto. Wszedłem do jakiejś kawiarenki i zamówiłem kawę, chociaż równie dobrze mogłem wziąć jedną z bufetu. Naprawdę wariuję.
Mój wzrok przykuł widok Rossa, Rylanda i Rocky'iego. Zabawiali się z trzema dziewczynami. Wszystkie miały kolorowe włosy. Stop... Dlaczego one się rozbierają? Co oni robią w miejscu publicznym? Próbowałem do nich podejść, ale świat zaczął wirować. Usiłowałem do nich krzyknąć, ale z moich ust wychodziły jakieś niezrozumiałe słowa. Zobaczyłem, jak ludzie wstają ze swoich miejsc i zaczynają do mnie podchodzić z dziwnymi uśmieszkami. Dziewczyny z kolorowymi włosami głośno się śmiały, a Ross, Ryland i Rocky patrzyli na mnie jak na jakiegoś mordercę. Upadłem.
Tunel. Wirujący tunel. Kolorowy wirujący tunel... Kornelia?
Rudowłosa szła w moją stronę z nożem. Im bliżej była, tym wyglądała straszniej. Krew pokrywała całe jej ciało, miała podarte ubrania i pokaleczoną twarz, nie miała połowy włosów. Śmiała się, podrzynając mi gardło. 
Nagle znalazłem się w białym pomieszczeniu. Spojrzałem w górę. Nade mną wisiały ludzkie kończyny. Na podłogę spływała krew. Oblałem się potem. W drugim końcu pokoju zauważyłem czarną postać, zbliżającą się do mnie. Po chwili zaczęła się mnożyć. Postacie podniosły głowy i zaczęły mówić ludzkimi głosami.
-Przedawkowanie narkotyków. Przykro mi, nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Państwa kolega umrze jeszcze dzisiaj.

_____________________

PRZEPRASZAM
za taki krótki rozdział (już wam mówiłam, że takie mi się lepiej i łatwiej pisze, więc chyba przy takich zostanę)
za długą nieobecność
piszcie co sądzicie!

czwartek, 18 września 2014

25. Take me into your lovin' arms, kiss me under the light of a thousand stars

***Ross***
Znów wpiłem się w jej usta. Na chwilę oderwałem się od niej, by spojrzeć na nią całą. Była piękna. 
Szybkim ruchem ściągnąłem koszulkę i znów zacząłem ją całować. Moje ręce zsuwały się coraz niżej i niżej, i...
-Ross, Natalia? Zejdźcie do bufetu na kolację - usłyszałem głos Rikera zza drzwi. No tak, było zbyt pięknie.
-Dokończymy potem, dobrze? - spytałem Natalii, wciąż z wypiekami na twarzy.
-Nie wiem... Pogadamy o tym później - powiedziała, odkładając na bok piżamę i zakładając normalne ubranie. Doskonale ją rozumiem. Ona tego chce, ale wie, że to za wcześnie. Jesteśmy razem od dzisiaj, więc byłoby szaleństwem, gdybyśmy teraz zaczęli. No, ale ja lubię szaleństwa.
Zeszliśmy na dół, do bufetu. W holu czekała na mnie i moje rodzeństwo grupka fanek. Zawołałem resztę zespołu i zaczęliśmy robić sobie z nimi zdjęcia. Natalia nie chciała nam przeszkadzać, ale złapałem ją za rękę i nie pozwoliłem odejść. Fani płakali, przytulali się, mówili urocze słowa. To niezwykłe. Kocham ich.
-Ross, kim jest ta dziewczyna? - spytała pewna fanka, która przedstawiła mi się jako Julia. Postanowiłem nic nie ukrywać przed R5family, i tak by się domyślili.
-To Natalia. Kocham ją ponad życie! - powiedziałem, i pocałowałem moją dziewczynę. Blondynka zarumieniła się, ale odwzajemniła pocałunek.
-Natalia? - spytało chórem paręnaście fanów. Znają ją?
Natalia podbiegła do każdego po kolei i zaczęła ich przytulać, krzycząc z radości ich imiona. 
-Julia! Kamila! Emilia! Vanessa! Zuzia! - była szczęśliwa jak nigdy. Kątem oka zobaczyłem, jak płacze. To było kochane. - Wreszcie się widzimy! Kocham was wszystkich! - ze szczęścia ukryła twarz w dłoniach.
-To co? Przytulimy się wszyscy? - zaproponował Ell z uśmiechem. Wszyscy zaczęli się na nas pchać, a my umieraliśmy ze śmiechu. Nasi fani są tacy słodcy. 
-Dobra, my idziemy zjeść kolację, ale na pewno o was nie zapomnimy. Natalia opowie mi o was, i może kiedyś jeszcze się spotkamy - zwróciłem się do przyjaciół mojej dziewczyny. Fani wyszli, a my poszliśmy do bufetu. 
-Natalia, dasz mi może numer do tej Emilii? - podszedł do nas Rocky, czerwieniąc się. Blondynka zaczęła się śmiać, ale ostatecznie spełniła prośbę Rockiego.
Po kolacji ja i Natalia udaliśmy się do pokoju. Moja dziewczyna leżała na łóżku, a ja wszedłem do łazienki. Przemyłem twarz i wskoczyłem pod prysznic. Odkręciłem gorącą wodę i pogrążyłem się w myślach. 
-Ross? Żyjesz? - usłyszałem zza drzwi głos Natalii.
-Tak, co się stało? - byłem zdziwiony.
-Wiesz, stoisz pod prysznicem już ze dwie godziny, więc chyba mam prawo się martwić...
Na te słowa szybko zakręciłem wodę i wyszedłem z kabiny. Cała łazienka była zaparowana. No ładnie.
Szybko wytarłem się i założyłem bokserki. Otworzyłem okno w łazience i wróciłem do pokoju. Natalia siedziała na łóżku, wyraźnie zmartwiona.
-Przebrałaś się już w piżamę? Kurde, szkoda że mnie wtedy nie było - zażartowałem, za co dostałem w łeb.
-Ross, prawie cała R5family mnie nienawidzi... - powiedziała smutno.
-Jak to? O co chodzi? - zdziwiłem się.
-Dostaję na facebooku pełno gróźb od twoich fanek, żebym odczepiła się od ciebie, bo inaczej mnie zabiją. Julia, Kamila, Emilia, Vanessa, Zuzia i inne mnie bronią, ale to nie pomaga. Co jeśli one naprawdę coś mi zrobią? - Natalia była bliska płaczu. O czym ona mówi? Nie wiedziałem, że mam aż tak podłe fanki.
-Pokaż to- rozkazałem, a ona podała mi swój telefon. Na facebooku w prywatnych wiadomościach i pod jej zdjęciami widniały bardzo nieprzyjemne groźby. Odpierdol się od Rossa, suko; on i tak cię nie kocha; nie potrafisz zrozumieć że Ross jest tylko nasz i masz się trzymać od niego z daleka?!; jak nie zostawisz go w spokoju to powyrywam ci te blond kudły - kiedy to czytałem, myślałem się się rozpłaczę. R5family naprawdę jest tak podła?
-Ross, może my powinniśmy... - zaczęła ze smutkiem.
-Zwariowałaś? Nie przejmuj się nimi, przecież te fanki mają może z trzynaście lat. Większość z nich nie odważyłaby się do ciebie podejść - przytuliłem ją.
-Może masz rację... Ale wśród tych hejterów są też R5ers z Polski... I to mnie najbardziej boli - załamał jej się głos.  
-Poczekaj, zaraz to załatwię - chwyciłem telefon i napisałem post na facebooku.

Na większości z was mocno się zawiodłem. Nie wiedziałem, że niektórzy z R5family potrafią być aż tak podli i zazdrośni. Dzisiaj przedstawiłem grupie fanów swoją dziewczynę - Natalię. Wszystko było dobrze, polubili ją. Jednak wiadomość ta doszła do tej nienormalnej części R5family. Wypisują teraz do Natalii groźby... To jest chore! Tak ciężko zrozumieć wam, że jestem z nią szczęśliwy? Uspokójcie się, kiedyś znajdziecie miłość swojego życia, tak jak ja znalazłem ją. Dziękuję tej dobrej części R5family, która przywitała Natalię z uśmiechem. To was najbardziej kocham, bo potraficie zrozumieć i zaakceptować dużo rzeczy. 

Rzuciłem telefon na łóżko i przytuliłem Natalię.
-Widzisz? Załatwione. Nikt ci nic nie zrobi, obiecuję - pocałowałem ją w czoło. 
Po chwili zasnęła. Wziąłem ją na ręce i przeniosłem na łóżko. Położyłem się obok niej, po czym zasnąłem.

***Rocky***
Była trzecia w nocy, a ja nie mogłem zasnąć. Kilka godzin temu napisałem na numer Emilii... Jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi. Bałem się, bo naprawdę mi się spodobała. Kiedy przyglądałem się związkowi Rossa i Natalii, byli tacy idealni. A co jak ja nigdy nikogo takiego nie znajdę? 
Z Izą dawno mi przeszło. Potem było kilka pojedynczych randek z innymi dziewczynami, ale żadna z nich mnie nie zachwyciła. A kiedy zobaczyłem Emilię... Totalnie mój typ! Zakręcona, zabawna, a do tego tak ślicznie pachnie... Nie no, to się MUSI udać!
Po chwili moje serce zamarło.
Nowa wiadomość od: Emilia


________________________________

TARARARRARARARRAM
mamy już rozdział 25! 
jakim cudem już tak długo tu jestem i piszę?
nie mam pojęcia, naprawdę...
około 9 miesięcy temu dodałam pierwszy rozdział z myślą może kiedyś będę miała z 10 obserwatorów i 2 komentarze...
A TERAZ?
pod ostatnim postem jest około 20 komentarzy (razem z moimi odpowiedziami, ale no nie chce mi się liczyć), PONAD 8000 WYŚWIETLEŃ, I 25 OBSERWATORÓW!
może dla was to nie jest nic wielkiego, bo przecież 25 to nie jest jakoś mega dużo...
ale dla mnie to naprawdę cudowne
kiedy czytam wasze wiadomości  o treści DAWAJ MI KOLEJNY ROZDZIAŁ BO NIE WYTRZYMAM! <3
to za każdym razem mam ogromnego banana na twarzy! 
dziękuję wam wszystkim! 

sobota, 13 września 2014

24. Come home with me, we'll stay up all night long (+18, chyba ale w sumie nie wiem)

*** Ross ***
Po kilku godzinach rozmowy Natalia poszła do łazienki, by się odświeżyć. Sięgnąłem po jej telefon. W końcu jesteśmy razem, no nie? Przecież nic się nie stanie, kiedy trochę poprzeglądam.
W pierwszej kolejności obejrzałem jej zdjęcia. W większości były to selfies, zdjęcia moje i R5, Demi, zdjęcie jej psa... STOP. Ona ma psa? To kto się nim teraz zajmuje? Nieważne, spytam się, gdy MOJA DZIEWCZYNA wyjdzie z łazienki. Kocham ją tak nazywać.
Potem sprawdzałem smsy. Nie mogłem się powstrzymać, okej?
Znalazłem bardzo ciekawą rozmowę z jakimś... Danmianem? A może Damianem... Trudne są te polskie imiona. Nie mogłem uwierzyć w to, co tam pisała. 

*rozmowa sms*
Natalia: Co mam zrobić? Tata znowu mnie pobił... Do tego... Nie uwierzysz co ten brutal zrobił... Nadal się trzęsę, jak on kurwa mógł! Jak?!
Damian: Co się stało? Co on znowu zrobił? Najpierw doprowadził twoją mamę do... Dobra, nie wspominam o tym. Potem o mało cię nie zabił, i masz przez niego tę jebaną bliznę... Co tym razem?!
Natalia: On... ZABIŁ TAFFI! Ja... Nie mogę uwierzyć... Najpierw mama, potem ona... Damian, błagam, pomóż... Ja już nie daję rady... Chciałabym żeby on umarł... Żeby nie zabierał mi już bliskich... Błagam, przyjdź dzisiaj do parku, ja nie wytrzymam tego dłużej...
Damian: Co?! Zabił ci psa?! Jak?! Dobrze, będę w parku za jakąś godzinę. Trzymaj się kochana.
Natalia: Dziękuję... Zostałeś mi tylko ty.
Damian: Nie ma za co, naprawdę.
*koniec rozmowy sms*

Co do licha?! 'Zostałeś mi tylko ty'? Kim on jest?!
Po chwili spojrzałem na datę. Ulżyło mi. Było to dzień po śmierci jej mamy. STOP. Jej ojciec ją bije?! I prawie zabił Natalię?! Ma jakąś bliznę? ZABIŁ JEJ PSA I MAMĘ?!
Łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego mi nie powiedziała?
Po chwili zobaczyłem, że Natalia wychodzi z łazienki. Szybko odrzuciłem jej telefon na drugi koniec łóżka.
Ubrana była w piżamę. Nic dziwnego, była już dwudziesta. Wow, ale ten czas szybko minął.
Trochę głupio, że przeglądałem jej telefon, ale przynajmniej czegoś się dowiedziałem. I wiedziałem, że muszę działać.
-Rozbieraj się - powiedziałem surowym tonem, podchodząc do niej. Aj, chyba źle to ująłem...
-Co?! Ross, mówiłam ci, że nie jestem gotowa, błagam nie! Nie teraz! - zaczęła krzyczeć.
-Co?! Nie! Nie o to mi chodzi, spokojnie! - zacząłem ją uspokajać, ale chyba na nic to się zdało... Do pokoju wpadli Riker i Rydel.
-Co ty robisz?! Czemu ona krzyczy?! Wiedziałem, że jesteś postrzelony na tym punkcie, ale nie przypuszczałem że będziesz chciał ją zgwałcić! - darł się Riker. Ała, moje uszy. Razem z Rydel zaczęli na mnie krzyczeć, nie rozróżniałem już ich słów. Natomiast Natalia siedziała skulona w rogu pokoju. Trzęsła się i płakała. Matko, nie wiedziałem że jest aż tak wrażliwa.
-ZAMKNĄĆ SIĘ! - krzyknąłem z całej siły. Nastała cisza. - Robicie raban i oskarżacie mnie, skoro nie macie pojęcia, co miałem na myśli! - darłem się na nich. Po chwili podszedłem do Natalii, która niespokojnie się zatrzęsła. - Nie bój się. Czytałem twoje smsy...
-Czytałeś moje smsy?! - wstała Natalia, czując się pewniej. Rydel i Riker komicznie wciągnęli powietrze, przypatrując się nam. - Może jeszcze pójdziecie po popcorn i będziecie robić jako widownia?! Spadać stąd. Serio myślicie, że zrobiłbym coś SWOJEJ DZIEWCZYNIE? - wydarłem się ponownie. Twarze im zbladły, ale po chwili wyszli. Dzięki Bogu.
-Natalia, czytałem rozmowę z jakimś Da... No twoim kolegą. To znaczy, mam nadzieję, że kolegą - spojrzałem na nią żartobliwie. - Natalia, dlaczego nie powiedziałaś mi o bliźnie? O tym, że twój tata cię bił i omal nie zabił? I o tym, że zamordował... Dwie najważniejsze osoby w twoim życiu? Nie ufasz mi? - zacząłem zadawać pytania.
-Opowiem wszystko - powiedziała po cichu. - To wszystko prawda... A mój tata nie jest w delegacji, tylko w więzieniu. Po tygodniu miałam mieszkać u cioci, która za kilka dni wróci z Niemiec. I to tyle - powiedziała ze łzami w oczach.
-Pokaż bliznę - rozkazałem.
-Nie mogę... Mam ją na plecach, jest ogromna - łza poleciała z jej lewego oka. - Nie mam bielizny na sobie, więc...
-Jestem twoim chłopakiem - przerwałem jej.
-Ale jesteśmy ze sobą kilka godzin i to jest za wcze...
-Ale nadal jestem twoim chłopakiem - powiedziałem poważnie.
-Zgoda - powiedziała zestresowanym tonem. Wiem, że jest bardzo wstydliwa i nie chce się przy mnie rozbierać. Ale halo, kiedyś to musi nastąpić.
Powolnie zaczęła ściągać bluzkę, ale wiedziałem, że specjalnie przedłuża. Dlatego pomogłem jej i po chwili była bez bluzki.
-Ross! - krzyknęła, zakrywając się.
-Spokojnie, oczy mam zamknięte - powiedziałem zgodnie z prawdą. - Masz ją na plecach, tak? Odwróć się tyłem, bo zaraz otworzę oczy i będzie nieprzyjemnie - zażartowałem.
Dziewczyna wykonała polecenie, a ja ujrzałem ogromną bliznę na dole jej pleców.
-O mój Boże... - złapałem się za głowę. Blizna wyglądała jak z jakiegoś horroru. Tak, jakby mocno pękła jej skóra. Była w kształcie kilku połączonych ze sobą piorunów. Tak bardzo jej współczuję.
-Ciągnie się ona jeszcze niżej - pociągnęła nosem. Płakała.
Delikatnie zsunąłem jej spodnie do połowy nóg.
-Ross, do cholery! - krzyknęła i próbowała założyć je z powrotem, ale przytrzymałem jej rękę.
-Chciałem tylko zobaczyć bliznę. Jeśli spróbujesz je podciągnąć, obrócę cię i zobaczę cię całą - kochałem ją zawstydzać.
-To jest szantaż! - krzyknęła, a ja jednym ruchem ręki obróciłem ją przodem do siebie, co spowodowało też zsunięcie się jej spodni na podłogę. - Ross, kurwa mać! - prawie mnie uderzyła.
-Spokojnie, nie patrzę się nigdzie indziej, niż na twoją twarz. Ufasz mi? - spytałem.
-Tak. Ale dziwnie się czuję - zrobiła się cała czerwona. Jakie to było słodkie!
-Przyzwyczajaj się - uśmiechnąłem się, na co ona uniosła brwi. - Naprawdę. Natalia, nie będę kłamać. Kurewsko cię chcę, ale poczekam ile zechcesz.
-Czyli wcześniej kłamałeś? - spytała, a ja myślałem że zaraz nie wytrzymam.
-No, po części. Bo jak teraz tutaj przede mną stoisz to... Oh... - wypuściłem powietrze, odruchowo spuszczając głowę (no i wzrok przy okazji) w dół. Szybko go podniosłem, zdając sobie sprawę, co zrobiłem.
-Ross, obiecałeś że się nie spojrzysz! - krzyknęła.
-Przepraszam, to był odruch! - próbowałem się bronić, ale kiedy spojrzałem wtedy w dół... Boże, jaka ona jest piękna!
Nie wytrzymałem. Wpiłem się w jej usta i przycisnąłem ją do ściany. Jak na razie nie protestowała. Zacząłem się o nią ocierać. Wykonywałem ruchy jak na koncertach. Chyba 'coś' poczuła, bo jęknęła. Po chwili oderwała się ode mnie.
-Ross, nie możemy - powiedziała zdyszana. - Mam 14 lat!
-Ale czy chcesz? - spytałem z uśmiechem.
-Ale jestem za młoda!
-Odpowiedz.
-No... Może.
-Więc o czym w ogóle gadamy? - spytałem z dzikim uśmieszkiem.

____________________________________
piosenka z tytułu

hahaha, aj wy zboczeńce!
NIGDY, przysięgam, NIGDY nie przypuszczałam, że na tym blogu będzie taki rozdział. naprawdę. no ale skoro już jest, to piszcie co myślicie...
wybaczcie, że przerwałam w takim momencie :d

sobota, 6 września 2014

23. Felt like I was stuck, and then baby girl looked up

*** Ross ***
Wróciłem do hotelu pełen mieszanych uczuć. Ważne było to, że jestem z Natalią. Moment. Jesteśmy razem, prawda? Chyba tak. Znaczy... Tak mi się wydaje. 
Nie byłem też pewien, czy ona będzie dobrze czuła się w tym związku. Miała prawie czternaście lat, a ja osiemnaście... Do tego była onieśmielona tym, że zdjąłem przy niej koszulkę, a co dopiero będzie, kiedy... Nieważne. 
W pokoju czekała na mnie zaspana Natalia.
-Hej Ross, gdzie byłeś? - spytała.
-Zerwałem z Izą. Dopiero teraz wstałaś? - zdziwiłem się.
-Zerwałeś z Izą? - nie dowierzała.
-No... Skoro my się kochamy i mamy być razem... - jąkałem się.
-Razem? Ja nie wiem, Ross - westchnęła. - Przecież dzieli nas tyle kilometrów, za niedługo wyjedziesz... Do tego ta różnica wieku... I sam się przekonałeś, że jestem chyba zbyt nieśmiała na związek. Wiesz o co chodzi... - zarumieniła się.
-Kilometry mam w dupie, mogę tu przyjeżdżać co tydzień, jeśli będę chciał - złapałem ją za ręce. - Różnica wieku? Moja ciocia jest dziesięć lat młodsza od swojego męża i bardzo się kochają od prawie ćwierć wieku. A jeśli o nieśmiałość chodzi, to słodkie są te twoje rumieńce - złapałem ją za podbródek. - Ale to jeszcze rozpracujemy, spokojnie - chyba wyczuła podtekst, bo zrobiła się bardzo czerwona, i żeby to ukryć, schowała twarz w dłoniach. Podoba mi się to. Będę rzucał podtekstami na prawo i lewo, żeby tylko zobaczyć, jak się zawstydza. Kocham ją wtedy. Jest taka bezbronna.
-Ross, zdajesz sobie sprawę, że mam dopiero czternaście lat i nie powinieneś mówić mi o takich rzeczach, prawda? - powiedziała z lekkim uśmiechem, wciąż czerwona.
-A ile ja mam lat? Osiemnaście, nie dziesięć. Też mam swoje potrzeby... - widząc jej lekkie przerażenie w oczach, czułem, że chyba jednak troszkę z tym poczekam, więc postanowiłem ująć to w żart. - Oj, żartuję, spokojnie - przytuliłem ją i dałem całusa w polik. Czy żartowałem? Eee... Nie. No ale zobaczymy.
-Wiesz, czego się boję? Że nie będziesz mógł wytrzymać tego, że jestem tak młoda i nie chcę jeszcze... Wiesz - kiwnąłem głową na znak, że wiem o co chodzi. - I... Że pójdziesz do innej - powiedziała to bardzo niespokojnie, widać, że nie lubi rozmawiać o takich rzeczach. A może po prostu się wstydzi. Tak, to raczej to.
-Nigdy nie poszedłbym do innej. Poczekam ile będziesz chciała. Do tego czasu zostaje mi... - uśmiechnąłem się znacząco.
-Nie kończ! - na jej słowa głośno się zaśmiałem. Jest taka słodka.
Nagle do pokoju wparował Riker.
-Podobno zerwałeś z Izą, i podobno jesteście razem, i jeszcze podobno ciągle rzucasz do Natalii jakimiś zboczonymi tekstami... - powiedział surowo, ale zaraz się zaśmiał. - Wybacz mu, jest strasznie niewyżyty... Myślisz, że skąd te jego ruchy na koncertach? Oj współczuję ci, będziesz miała z nim piekło, jeśli o TO chodzi - zwrócił się do mojej dziewczyny z głupim uśmieszkiem, na co ona jeszcze bardziej się zaczerwieniła.
-Momencik.. Czy ty podsłuchiwałeś? - spytałem, marszcząc czoło.
-Niee... Plotki, em... Szybko się rozchodzą... - wymamrotał Riker, przeczesując włosy.
-Taa? A po co ci szklanka? - skrzyżowałem ręce na piersi, a Natalia zaczęła się śmiać.
-Boo... - zaczął braciszek, jakby rozmyślając co powiedzieć. - Bo u was w łazience jest przepyszna woda! Naprawdę! - zaczął wykonywać głupkowate ruchy, wskazując na łazienkę. - Tyle że... Ja już jednak mam jej dosyć, przejadła mi się - zrobił minę w stylu 'ten sufit jest cudowny, ciekawe z jakiego drewna wykonano te kafelki' i szybko wyszedł.
-On jest głupi - zaśmiała się Natalia.
-Ta, masz rację. Wiesz? Chyba przeszło mu już z Kornelią.  On jest bardzo niestabilny uczuciowo - rozmyślałem.
-Naprawdę? Sądziłam, że jest odpowiedzialny i że bardzo się przywiązał do niej... - zmarszczyła czoło.
-Dla niego miesiąc związku to katorga. Widać to po nim. Zaczyna wariować - zaśmiałem się.
-Ross... Mogę zmienić temat i zadać ci jedno pytanie? - spytała z tajemniczym uśmieszkiem.
-Jasne... - odpowiedziałem niepewnie.
-Czy Riker miał rację? Że... 'będziesz miała z nim piekło, jeśli o TO chodzi'? - spuściła głowę, by ukryć zażenowanie. Podniosłem jej głowę i zacząłem mówić.
-No wiesz... Może... No dobra, tak. I szczerze mówiąc, sam ci współczuję, bo wiem, do czego jestem zdolny - z jej twarzy wyczytałem przerażenie, chyba źle to ująłem. - Nie! Na miłość boską, spokojnie, nie aż tak! Wiem co masz na myśli i od razu mówię, że to ci nie grozi. Spokojnie, kiedyś sama się przekonasz - czułem się jak mama, która tłumaczy coś małemu dziecku. Czasami 'wybucham', jeśli chodzi o te sprawy, ale bez przesady.
-A czy... Iza pozwalała ci tak do siebie mówić? - spytała, podpierając się łokciami na łóżku.
-Nie. Zawsze się obrażała, i to na poważnie. Myślisz, że dlaczego jestem taki 'niewyżyty'? - skrzywiłem się.
-A jeśli ja się obrażę? - zapytała prowokująco.
-Nie zrobisz tego, za dobrze cię znam - 'za dobrze cię znam'? Znamy się kilka lub kilkanaście dni... Nieważne.
-Tak? To zobacz - obróciła się do mnie tyłem i zwinęła w kłębek na łóżku. Byłem podekscytowany tym, co zaraz zrobię, i jednocześnie ciekawy, jak na to zareaguje.
-Nie obrażaj się, inaczej będę musiał zrobić ci coś bardzo, bardzo złego - wyszeptałem jej prosto do ucha. Natalia wzdrygnęła się i obróciła w moją stronę.
-Jesteś okropnie zboczony - wywróciła oczami.
-A ty okropnie nieśmiała. I wiesz co? Podoba mi się to - powiedziałem z figlarnym uśmieszkiem. Od dzisiaj ona się mnie nie pozbędzie. I moich podtekstów też. I może... Nieważne.

_______________________________________

hej, ten rozdział był troszkę zboczony ze strony Rossa, ale przyzwyczajcie się, haha
zdecydowałam się NA RAZIE pisać tylko punktem widzenia Rossa, Izy już 'nie ma', może jeszcze kiedyś się pojawi ;)

I JESZCZE BARDZO WAŻNE PYTANIE
co przyszło wam pierwsze na myśl, kiedy przeczytaliście słowa Rossa: 'Do tego czasu zostaje mi...'?
tak, miałam coś konkretnego na myśli, ale chcę poznać wasze... przemyślenia(?) 
nieważne, nie myślę o tej godzinie. 



poniedziałek, 1 września 2014

22. And I will walk this road ahead, one hundred miles on my hands

***Ross***
Podszedłem do wielkiej mapy miasta obok przystanku. Znalazłem na niej cmentarz i zacząłem kierować się w jego stronę. Na wszelki wypadek włączyłem GPS w telefonie.
Tuż za małym laskiem ukazał się cmentarz. Wyglądał pięknie nocą. Setki migoczących zniczy sprawiło, że było naprawdę jasno. 
Cmentarz był ogromny, więc wybrałem numer do Natalii, by ją szybciej znaleźć. 
Gdzieś w oddali usłyszałem dzwonek dziewczyny, One Last Dance, i wiedziałem, że ona tam jest.
Przeszedłem przez bramę i biegiem zacząłem kierować się w stronę źródła dźwięku. Mijałem setki grobów, również małych dzieci, i serce mi ściskało, kiedy widziałem na wyblakłych zdjęciach, umieszczonych w płytach nagrobnych, ich małe buźki. Szczerze podziwiam Natalię. Gdyby ktoś z mojej rodziny zmarł, nie pozbierałbym się do końca życia.
Byłem już blisko, kiedy telefon przestał dzwonić. Stałem między grobami i nie wiedziałem, gdzie pójść. Wybrałem numer ponownie i znów usłyszałem znaną mi melodię. Szybko skręciłem w prawo i biegiem skierowałem się do najdalszego zakątka cmentarza. Usłyszałem cichy szloch. To ona. 
Siedziała na ziemi, z głową w dłoniach opartą na grobie. Przeczytałem nazwisko na kamiennej płycie. Monika Raj. Stałem nad płaczącą dziewczyną bez ruchu, nie wiedząc, co robić.
-Mamo... Tak bardzo chcę... Chcę żebyś wróciła... Wróć do mnie... Do nas... Wróć, proszę... - dukała. Było mi jej okropnie szkoda. Patrząc na nią, łzy napłynęły mi do oczu. Po chwili jedna spadła na trawę, a ja głośno pociągnąłem nosem, za co zaraz mentalnie się spoliczkowałem. Dziewczyna powoli podniosła głowę i spojrzała na mnie.
-Co tu robisz? - spytała strasznie ochrypniętym głosem. Nie wytrzymałem. Wybuchnąłem płaczem i osunąłem się na kolana. Tak okropnie nie czułem się jeszcze nigdy.
-Ross, Ross spokojnie - przytuliła mnie dziewczyna, sama powstrzymując się od płaczu. 
-Natalia - złapałem ją za ramiona. - Nawet jeśli mi nigdy nie wybaczysz, wiedz, że ja nie pocałowałem cię z zemsty. Z czegoś całkiem innego - odgarnąłem jej włosy z czoła.
-Ty się zauroczyłeś, Ross. Wiele razy ktoś wyznawał mi miłość, a po miesiącu rzucał jak szmatę. Proszę, nie mów mi, że mnie kochasz. Nie mów - wyszeptała.
-Kocham cię, przepraszam - powiedziałem szybko i pocałowałem ją. Wreszcie odwzajemniła pocałunek. Czułem się jednocześnie tak dobrze i tak okropnie. Ważne, że jestem tutaj, z nią.

***Izabela***
Rano obudziłam się obok Piotrka w łóżku szpitalnym. Szybko wstałam i wymknęłam się do łazienki. Tam wybrałam numer Rossa.

*
-Iza?
-Tak. Musimy się spotkać, porozmawiać, wyjaśnić sobie parę rzeczy...
-Dobrze, jak najbardziej. Mi pasuje nawet dzisiaj.
-Jasne, bądź o czternastej, to znaczy drugiej po południu.
*

Wróciłam do pokoju. Piotrek siedział na łóżku z wzrokiem wbitym we mnie.
-Gdzie byłaś? - spytał zaspany.
-Wyszłam do łazienki by zadzwonić do Rossa, nie chciałam cię obudzić - powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Po co do niego dzwoniłaś? - wytrzeszczył oczy.
-Musimy sobie coś wyjaśnić. Będzie o czternastej, więc lepiej się zbieraj, bo jest już... - spojrzałam na telefon - trzynasta.
Piotrek po piętnastu minutach wyszedł z mojej sali, a ja zaczęłam sprzątać. Wyrzuciłam stare kwiaty i pudełko po bombonierkach od Rossa, pościeliłam łóżko i rozsunęłam rolety. Potem wyszłam do łazienki.
Związałam włosy w kucyk i przemyłam twarz wodą. Spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam całkiem znośnie. Włożyłam czarne rurki i białą koszulkę.
Wróciłam do sali. Sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać facebooka. Pełno nowych powiadomień, ale jakoś mało mnie one obchodziły. 
Spojrzałam na godzinę. Czternasta. Ross za chwilę powinien być.
Usiadłam na łóżku i czekałam.
Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Krzyknęłam krótkie 'Proszę!' i po chwili ujrzałam zmieszanego blondyna.
-Cześć... - podał mi rękę, a ja ją uścisnęłam. - Więc, chciałaś porozmawiać.
-Ross, jestem prawie pewna że czujesz to, co ja. Że nie jesteś pewien, czy mnie kochasz. Mam rację? - blondyn kiwnął głową, a ja kontynuowałam. - A podobno kiedy zastanawiamy się, czy kogoś kochamy, tak naprawdę przestaliśmy go kochać już dawno. Więc... Chyba oboje wiemy co powinniśmy zrobić - zmieszałam się.
-Masz rację. Oboje poznaliśmy nowe osoby, które zaczynają znaczyć dla nas wiele, i to może one były nam pisane, a nie my sobie nawzajem - powiedział poważnie.
-To jak, przyjaciele? - spytałam.
-Przyjaciele - uśmiechnął się Ross.
________________________________

hej, trochę smutno się ten rozdział skończył, a może dla niektórych wesoło, nie wiem.
mam tylko jedno pytanie do was: czy chcecie, bym po tym rozdziale nadal pisała z punktu widzenia Izy? czy ona ma zostać, czy gdzieś odejść? bo prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, co z nią zrobić. pomożecie? :D


piątek, 29 sierpnia 2014

21. Lately I've been, I've been losing sleep, dreaming about the things that we could be

***Izabela***
-Ross? - podbiegłam do niego. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą zobaczyłam. - Co to było?
Blondyn nie odpowiedział. Po prostu osunął się w dół po drzewie i schował twarz w dłoniach.
-Czy ty właśnie pocałowałeś tamtą dziewczynę? - wciął się Piotrek. Pokazałam mu, żeby siedział cicho.
-Ross... Dlaczego to zrobiłeś? - powiedziałam z zadziwiającym spokojem.
-Myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę - odpowiedział i odszedł.

***Ross***
Przygnębiony i smutny wróciłem do hotelu.
-Co się stało? Dlaczego płaczesz? - wystraszyła się Rydel. Ja płaczę? Dotknąłem mojego policzka. Faktycznie. Nawet nie zauważyłem.
-Nic, łzawią mi oczy - pociągnąłem nosem, po czym skierowałem się w stronę mojego pokoju.
-No a Natalia? Gdzie jest? - siostra zastawiła mi drogę.
-Ona... Odeszła - powiedziałem i poczułem gorące łzy cisnące mi się do oczu. Spuściłem głowę i schowałem twarz w dłoniach.
-Co ty powiedziałeś?! Przecież jej tata wyjechał w delegację na calutki tydzień! Ona miała przez ten czas być u nas! - Rydel wyglądała na przerażoną. - Jej tata podesłał mi klucze do ich domu, ona nie ma własnych... Próbowałam wam powiedzieć wczoraj, ale dobrze się bawiliście.
-To gdzie ona może teraz być?! Nie mam zielonego pojęcia gdzie mieszka! - szarpałem się za włosy. Jak jej się coś stanie? Przecież już się ściemnia!
Chwyciłem za telefon i wybrałem jej numer. Nie odebrała. Jeśli coś jej się stało?!
-Musimy coś wymyślić. Przyjechała autobusem, jeśli zostawiła tu bilet, moglibyśmy dowiedzieć się, gdzie mniej więcej powinniśmy szukać - Rydel trzymała się za skronie.
-Dobry pomysł. Zaraz wrócę - pobiegłem do mojego pokoju. Przeszukałem łazienkę, łóżko, sprawdzałem każdy milimetr podłogi. Wszystko na nic. Rzuciłem się zrezygnowany na łóżko. Nigdy jej nie odnajdę.
Nagle zauważyłem coś żółtego za łóżkiem. Sięgnąłem po to, a moim oczom ukazała się torba Natalii. Musiała tam wpaść, kiedy zderzyliśmy się ze sobą.
Szybko przeszukałem wszystkie kieszonki. W najmniejszej znalazłem maly kawałek papieru. Tak! To bilet.
Zabrałem go ze sobą i ruszyłem w stronę drzwi.
-Nie potrzebujesz pomocy? - odezwał sie Riker. Pewnie Rydel mu o wszystkim powiedziała.
-Nie. Ja to spieprzyłem i ja to naprawię - powiedziałem stanowczo i wyszedłem.
Na dworze było już dosyć ciemno. Szybko pobiegłem na najbliższy przystanek. Akurat nadjeżdżał autobus.
-Poproszę do tego miejsca - powiedziałem do kierowcy i pokazałem mu bilet. Popatrzył na mnie dziwnie, ale wykonał prośbę. Zapłaciłem i zająłem puste miejsce.
-Mamo, czy to nie Ross Lynch? O mój boże... - usłyszałem szept tuż za mną. Postanowiłem grać, tak jak zwykle robię to w Austin & Ally, i robię to chyba całkiem dobrze, bo nie przepadamy za sobą z Laurą.
Odwróciłem się i rzuciłem fance najbardziej wymuszony uśmiech na świecie. Dziewczyna otworzyła szeroko usta i złapała się za głowę.
Zdążyłem tylko podpisać jej plakat, ponieważ zbliżał się mój przystanek.
Szybko wyszedłem z autobusu i załamałem się. Gdzie ja mam teraz iść? Postanowiłem użyć najdziwniejszego środka.
Wszedłem do byle jakiego sklepu. Bardzo się wstydziłem, ale musiałem to zrobić.
-Dzień do... To znaczy dobry wieczór. Nie widziała może pani pewnej dziewczyny? - opisałem jej dokładnie, jak wygląda Natalia.
-Tak się składa, że była tutaj dzisiaj. Przyszła kupić chusteczki, a gdy spytałam, co się stało, wydukała jedynie jakieś nieskładne zdanie. Zrozumiałam z tego tylko kilka słów. Otóż brzmiały one: mama, cmentarz, chłopak. Więcej naprawdę nie pamiętam - sprzedawczyni wydawała się zaniepokojona.
Podziękowałem i wyszedłem ze sklepu. Wiedziałem już, gdzie mam się udać.

***Izabela***
Wróciłam do szpitala, kiedy zaczynało się ściemniać. Nikt mnie nie zauważył. Piotrek siedział ze mną w sali i rozmawialiśmy.
-Nie rozumiem. Czyli zabolało cię to czy nie? - chłopak złapał mnie za ramiona.
-Sama nie wiem. Muszę to przemyśleć, proszę, daj mi trochę czasu - przytuliłam go. Czy kocham Rossa? Chyba... Nie mam pojęcia, naprawdę.
-Dobrze, spokojnie - wyszeptał mi we włosy. - Poczekam tyle, ile zechcesz - powiedział, a mi zrobiło się ciepło na sercu.

_____________________________________

przepraszam za taki krótki rozdział, poprawię się :D

wtorek, 5 sierpnia 2014

20. You better stop messing around cause you're gonna get caught

***Ross***
Nie wierzę w to, co przed chwilą usłyszałem. Iza wyszła z jakimś chłopakiem? Jak? Przecież ona nie może bezkarnie wychodzić ze szpitala! Poza tym... Wyszła z chłopakiem... Innym chłopakiem... Czy ona chce się odegrać za to, co zrobiłem jej na początku naszej znajomości? Poczułem napływającą złość.
-Natalia - złapałem dziewczynę za ramiona. - Ona wyszła... Z innym chłopakiem... - jąkałem się.
-Spokojnie, przecież to można jakoś wyjaśnić... - trzynastolatka próbowała mnie uspokoić.
Nagle poczułem ciarki na plecach i ukłucie w sercu. Poczułem, że tak być nie może.
-Nie. Skoro ona może mnie zdradzać, ja również mam do tego prawo - powiedziałem szybko, a potem nie panując nad sobą, pocałowałem Natalię. Jej usta były miękkie i ciepłe, jednak poczułem, że nie odwzajemniła całusa. Powoli się od niej odsunąłem i ujrzałem, że ma łzy w oczach.
-Naprawdę jestem dla ciebie tylko rewanżem na Izabeli? - spytała cicho, a potem wybiegła ze szpitala.

***Izabela***
Siedziałam z Piotrkiem w parku, zajadając mrożony jogurt. Jak zwykle wybrałam mój ulubiony smak - miętowy. On kupił truskawkowy, jednak co chwilę podjadał mojego.
-Ej! - zaśmiałam się, kiedy po raz kolejny próbował ukraść mi trochę jogurtu. Wybuchł śmiechem, a plastikowa łyżeczka wylądowała na jego nosie, brudząc go przy tym.
-Widzisz? To przez ciebie! - zażartował, wskazując na swój nos.
-Oj, poczekaj - uśmiechnęłam się, po czym chusteczką wytarłam jogurt z jego twarzy.
-Myślałem, że pozbędziesz się tego inaczej - powiedział brunet, unosząc brew.
-Och, a co takiego miałeś na myśli? - popatrzyłam mu w oczy.
-Może coś takiego - odparł cicho, pochylając się nade mną. Wiedziałam, że pozwalam na trochę za wiele.
-Ee... Piotrek, ja nie mogę... Wiesz - powiedziałam, odsuwając się.
-Tak, wiem. Ale mówiłaś, że nie kochasz go tak, jak wcześniej - popatrzył na mnie pytająco.
-Tak, chyba tak... - spuściłam głowę. - Ale jeśli nawet... Muszę to przemyśleć. Nie gniewasz się?
-Nie - wyszczerzył się Piotrek. - Może wrócimy już do szpitala? Pozwolili ci wyjść tylko na dwie godziny.
-Jasne, ale musimy po drodze wejść do sklepu, nienawidzę tych szpitalnych obiadków - skrzywiłam się.
-Okej, spożywczak jest tuż za rogiem - powiedział i ruszyliśmy żwawym krokiem przed siebie. W międzyczasie rozmawialiśmy o.. wszystkim. Właściwie to dopiero teraz dowiedziałam się, że ma 19 lat. 
Weszliśmy do sklepu i mój wzrok od razu padł na dział z gazetami. Brakowało mi mojego ukochanego Cosmopolitana. Wyciągnęłam czasopismo i zaczęłam przeglądać, ale nagle z górnej półki spadło mi coś na głowę. Spojrzałam w dół. Gazeta. Normalnie kopnęłabym ją gdzieś pod ladę, ale nie tym razem. Tytuł gazety mnie zszokował. 
Podniosłam przedmiot i dokładnie przeczytałam każdą linijkę tekstu na pierwszej stronie. Nie wiedziałam, o o tym myśleć. Spojrzałam na fotografię. Bardzo mnie rozśmieszyła. Tandetny fotomontaż! Nie mam się czym martwić. Jednak na wszelki wypadek wzięłam gazetę. Kupiłam wszystkie potrzebne mi rzeczy i wraz z Piotrkiem wyszłam ze sklepu. 
Szliśmy w stronę szpitala, rozmawiając o głupotach.
Byliśmy już niedaleko budynku, kiedy zauważyłam pewną dziewczynę. Była zapłakana i najwidoczniej przed kimś uciekała. Spojrzałam na ilustrację na gazecie. To ta dziewczyna! O co tu chodzi?
Pociągnęłam Piotrka za rękę i oboje schowaliśmy się w krzakach. Bacznie obserwowałam blondynkę. Była jakieś dziesięć metrów od krzaków, w których się znajdowaliśmy. Przebiegła obok, nawet nas nie zauważając, a potem schowała się za ogromnym drzewem kilkanaście metrów dalej.
Już miałam wychodzić z ukrycia, kiedy zauważyłam znajomą postać, biegnącą za dziewczyną. Wykrzykiwała ona jakieś imię, prawdopodobnie należące do tej dziewczyny, ale nie mogłam dokładnie go usłyszeć. Postać zatrzymała się przy drzewie i przytuliła blondynkę, jednak ta się odsunęła. Po chwili rozpoznałam, kto to. Czyli gazeta miała rację.

***Ross***
Kiedy Natalia wybiegła, przez chwilę stałem nieruchomo, nie wiedząc co się dzieje. Czy ja ją naprawdę pocałowałem? Wygląda na to, że tak. Ale ona nie odebrała tego w sposób, jaki chciałem. 
Dopiero po jakiejś minucie się ocknąłem i wybiegłem za nią. Zniknęła mi z oczu. Postanowiłem biec przed siebie. Przebiegłem przez ulicę i zauważyłem ją, wbiegającą za drzewo.
-Natalia! Natalia proszę, posłuchaj! - krzyczałem, dobiegając do drzewa. Kiedy zobaczyłem, jaka jest zdyszana i zapłakana, objąłem ją, jednak ta mnie odepchnęła. 
-Przepraszam. Źle to ująłem. Nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Po prostu... Ja chyba cię lubię. Nie zrobiłem tego, by się odegrać na Izie. Nie jesteś żadnym rewanżem. Proszę, uwierz mi - załamał mi się głos.
-Ross, ja... Nie rozumiem tego. Nie rozumiem ciebie i twojego pieprzonego rozumowania! Najpierw widać było, że martwisz się o Izę i tego chłopaka, z którym wyszła, potem się wkurzyłeś i pocałowałeś mnie! Ja nie jestem jakąś lalką, na której możesz wyładować swoje nerwy! To jest za dużo na mnie, Ross - wykrzyczała przez łzy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Po prostu znów wpiłem się w jej piękne usta. Nie wiem dlaczego. Po prostu miałem nadzieję, że w końcu odwzajemni pocałunek. Potrzebowałem tego. Potrzebowałem jej. 
Nie odwzajemniła.
-Mam dość - powiedziała, odsuwając się ode mnie i odchodząc.
-Czekaj - złapałem ją za rękę. - Gdzie idziesz?
-Do domu - odpowiedziała i wyszarpnęła się z mojego uścisku. 
Patrzyłem jak odchodzi. Nie mogłem nic zrobić. Po prostu gapiłem się, jak ona ucieka z mojego życia.
-Ross? - usłyszałem zza swoich pleców. - O co chodzi?
Iza.

__________________________
piosenka z tytułu: Gonna Get Caught

piątek, 1 sierpnia 2014

19. It seems like we've been losing control, somebody tell me I'm not alone

***Izabela***
Opowiedziałam wszystko Piotrkowi. Wszystko, naprawdę. Po prostu czułam, że mogę mu zaufać. Został w mojej sali na całą noc. Rozmawialiśmy, podczas kiedy Magda spała. Opowiedział mi, że jest tu na praktykach, że jego rodzice się rozwiedli i mieszka z mamą. Ma młodszego brata Pawła, który niedawno skończył dwanaście lat. Interesuje się sztuką, muzyką i mediami.
-Iza... zaczął, delikatnie gładząc moje włosy. - Jesteś wspaniałą osobą.
-Ty też, dziękuję - uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Chciałabyś może jutro przejść się ze mną do parku, lub na mrożony jogurt? - spytał po chwili. Nie jestem pewna, czy się zgodzić. A co jak Ross przyjdzie? Zresztą, przecież Piotrek to tylko przyjaciel, a nawet kolega, bo znamy się tylko od kilku godzin.
-Oczywiście - uśmiechnęłam się. - Z tobą zawsze.
-To wspaniale - przyznał brunet.
-Wiesz, jestem trochę zmęczona - oświadczyłam.
-To może już pójdę? Nie chciałbym przeszkadzać - próbował się podnieść.
-Nie, nie - powstrzymałam go. - Zostań.
-A co, jeśli rano wpadnie tu lekarz albo pielęgniarka i zobaczą mnie śpiącego z tobą? Wyrzucą mnie - skrzywił się.
-Oj, spokojnie. Wstaniemy wcześnie, jeszcze przed przyjściem pielęgniarki - oznajmiłam, ziewając.
-Zgoda.
I zasnęłam, wtulona w jego klatę.


***Ross***
Obudziłem się przed Natalią, około siódmej. Nie miałem co robić, więc wpatrywałem się w jej zmęczoną twarz.
-Ross - odezwała się ochrypłym głosem. - Nie śpię już od dziesięciu minut. Nie gap się tak - powiedziała, przecierając oczy i śmiejąc się.
-Wcale się nie gapiłem! Po prostu miałaś coś we włosach - skłamałem. W odpowiedzi tylko poczochrała mi czuprynę, a potem wstała z łóżka.
-Gdzie idziesz? - spytałem.
-Do łazienki - powiedziała, wchodząc do pomieszczenia.
-Zaraz, czekaj! - wszedłem akurat, kiedy zdejmowała bluzkę. Szlag by trafił te drzwi bez zamków.
-Przepraszam, nie chciałem wejść w takiej chwili - zawstydziłem się.
-Dobrze, rozumiem - wyszczerzyła ząbki.
-Po prostu myślałem, że założyłabyś moją koszulkę... - spuściłem głowę i czułem, jak moje policzki płoną. Podszedłem do komody, wyciągnąłem różową koszulkę i podałem jej - Proszę.
Dziewczyna podziękowała, a ja wyszedłem z łazienki. Usiadłem na łóżku i zacząłem przeglądać telefon. Jakieś milion powiadomień z instagrama, twittera i facebooka. Czyli nic nowego.
Zszedłem do naszego hotelowego saloniku. Tam już siedziała Rydel w towarzystwie Rikera.
-Ross... - powiedziała cicho moja siostra, wręczając mi jakąś gazetę. - Przeczytaj.
Sięgnąłem po przedmiot i się przeraziłem. Na pierwszej stronie widniał wielki napis ROSS LYNCH ZDRADZA DZIEWCZYNĘ?!.
Otworzyłem usta ze zdziwienia. O co im chodzi?

Ross Lynch (18 l.) wraz z zespołem R5 przybył do Polski piętnastego marca. Przebywa w hotelu 'Sobieski'. Wczoraj (tj. 20 marca) zauważyliśmy, że do budynku wchodzi pewna dziewczyna. Przyjrzeliśmy się bliżej i okazało się, że przyszła ona do młodego Lyncha! Tajemnicza nieznajoma czekała na gwiazdora w hotelowym lobby, a po chwili chłopak podszedł do niej i i czule ją pocałował. Po całym zdarzeniu, para udała się do pokoju hotelowego Rossa. Czyżby zmieniał dziewczyny jak rękawiczki? A może po prostu zdradza swoją dotychczasową partnerkę, Izabelę Kipp (17 l.)? Na dowód mamy dla was zdjęcie chłopaka z tajemniczą blondynką!

Spojrzałem na fotografię pod artykułem. Przecież to ewidentny fotomontaż! Nikt im nie uwierzy.
Wszedłem na górę, do mojego pokoju hotelowego. Natalia leżała na łóżku i przeglądała swój telefon.
-Musisz to zobaczyć - zaśmiałem się, wyrywając dziewczynie telefon z ręki i podając jej gazetę. Natalia zaśmiała się, zabierając z powrotem swój telefon, a potem sięgnęła po czasopismo. Dokładnie przeczytała artykuł, a potem uniosła brwi i spojrzała na mnie zaniepokojona.
-Co jest? Czemu się nie śmiejesz? Przecież to śmieszne! No weeź - tyrpnąłem ją łokciem.
-Ross, to wcale nie jest śmieszne. Co jak Iza to zobaczy? - złapała mnie za ramiona.
-Iza jest teraz w szpitalu, nie dostają gazet - powiedziałem pewnie.
-Ross, jest takie coś jak sklepik. I tak, tam sprzedają prasę - powiedziała poważnie.
-Ale czy ty naprawdę myślisz, że ona w to uwierzy? - zaśmiałem się.
-Jak cię ze mną zobaczy, nie będzie miała wątpliwości - odparła. No tak, o tym nie pomyślałem.
-Szybko, zakładaj kurtkę i jedziemy - powiedziałem spanikowany.
-Do szpitala? - kiwnąłem głową. - Ale przecież będzie jeszcze gorzej! Zobaczy cię ze mną i... - przyłożyłem jej rękę do ust.
-Nic nie mów, tylko zakładaj kurtkę - rozkazałem. Dziewczyna wykonała polecenie i pięć minut potem byliśmy już przy drzwiach.
-Ej, gdzie idziecie? - spytał Riker, przytulając zapłakaną Kornelię.
-Co się jej stało? - uniosłem brwi, patrząc na rudowłosą.
-Nieważne. Gdzie idziecie? - blondyn ponowił pytanie.
-Jedziemy do szpitala, do Izy - odpowiedziałem pospiesznie, otwierając drzwi Natalii a następnie wychodząc. 
-Jak się tam dostaniemy? - spytała dziewczyna, a ja jej pokazałem, by szła za mną.
-Niezła z ciebie fanka, skoro nie wiesz, że kilka dni temu wypożyczyłem samochód - zażartowałem, zatrzymując się przy czarnym nissanie. Pokazała mi język i wsiadła do auta. Szybko wyjechałem z parkingu i kierowałem się w stronę szpitala.
-Mogę włączyć muzykę? - spytała. Kiwnąłem głową, a ona włączyła One Last Dance. 
-Dlaczego akurat to? - odezwałem się.
-Sama nie wiem. Jest taka... Prawdziwa. Zawsze przy niej płaczę - westchnęła.
-Naprawdę płaczesz? Dlaczego? - spytałem, mijając Tesco. 
-Bo twój głos w tej piosence jest smutny. Na koncertach śpiewasz ją tak... Inaczej. Marszczysz czoło, zamykasz oczy i sprawiasz wrażenie, jakbyś przypominał sobie coś, co bardzo cię zraniło - powiedziała, patrząc w okno.
-Nie jestem wtedy smutny. Po prostu staram wczuwać się w daną piosenkę, i chyba mi to wychodzi - uśmiechnąłem się pod nosem. 
-I tak ją lubię - powiedziała, wciąż wpatrując się w szybę. - Mój ulubiony moment jest na samym początku. Teardrops in your hazel eyes, I can't believe I made you cry - zaczęła nucić.
-Też lubię ten moment - odparłem z uśmiechem. 
Wreszcie dojechaliśmy do szpitala. Od razu skierowaliśmy się w stronę sali Izy.
-Przepraszam, gdzie państwo idą? - zatrzymała nas pielęgniarka.
-Do sali Izabeli Kipp, mam pozwolenie, jestem jej... - zacząłem.
-Nie ma jej - ucięła szorstko kobieta.
-To gdzie jest? - zaniepokoiłem się.
-Wyszła z jakimś chłopakiem - odpowiedziała i odeszła.

_______________________________________

piosenka z tytułu: Me And My Broken Heart

sobota, 26 lipca 2014

18. One in the same, never to change

*** Izabela ***
Była już pierwsza trzydzieści. Powinnam spać, ale nie potrafiłam.. Kompletnie nie wiedziałam co robić, co myśleć. Było już tak dobrze. Dlaczego to musiało się stać? Dlaczego ona kurwa musiała umrzeć?!
Leżałam na łóżku szpitalnym, a łzy spływały mi z oczu. Nagle do mojej sali ktoś zapukał. Miałam nadzieję, że to Ross, ale po chwili puknęłam się w czoło. Miałby do mnie przyjść o tej porze?
-Proszę - odezwałam się zachrypniętym głosem. 
W drzwiach stała Magda. Zaraz, Magda? Jak? Przecież ona miała zostać w stanach.
-Iza... - powiedziała zapłakana i podbiegła do mnie, by się przytulić.
-Co ty tu robisz? - powiedziałam w jej włosy, pociągając nosem.
-Ja muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła się trząść.
-Spokojnie, spokojnie - otarłam łzy i przeszłam do pozycji siedzącej. 
-Babcia nie... Nie umarła... Naturalnie - łzy spływały z jej oczu niczym wodospad, jej twarz była cała czerwona od płaczu.
-O czym ty mówisz? - złapałam ją za ramiona.
-Jak wy... Jak pojechałyście... Kornelia nie powiedziała babci, że lecicie... A potem był ten wypadek... Kiedy... Kiedy się dowiedziała... Dostała zawału - Magda schowała twarz w dłonie, osunęła po ścianie na podłogę i zaniosła się płaczem. 
Jej słowa nadal bębniły w mojej głowie. To wszystko przez Kornelię. Nasza ukochana babcia zmarła przez moją najlepszą przyjaciółkę! Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież Nelly mnie zapewniała, że powiedziała babci o tym, że wylatujemy. Nie, to jakaś komedia. 
Podeszłam do Magdy i usiadłam obok niej. Moje życie się zawaliło. Został mi tylko Ross i Magda. Z Kornelią nie mam zamiaru rozmawiać. Zresztą, pewnie teraz dobrze bawi się z Seleną.
-Zadzwonię do niej - powiedziałam zimno.
-Do Kornelii? Po co? - pociągnęła nosem.
Nie odpowiedziałam jej. Wybrałam numer do rudowłosej.
-Hej Iza, jak się czujesz? Wszystko dobrze? - spytała Kornelia. Poczułam łzy pod powiekami i gulę w gardle.
-Jesteś z siebie dumna?! Babcia zmarła przez ciebie! - krzyknęłam przez łzy i się rozłączyłam. Właściwie nie wiem, po co do niej dzwoniłam. Po prostu czułam taką potrzebę. 
Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam znów płakać. Wydawało mi się, że cały szpital nas słyszy. W tamtym momencie mnie to nie obchodziło.
Nagle zadzwonił mój telefon. Wiedziałam, że to Kornelia. Złapałam za komórkę i z całej siły rzuciłam nią na drugi koniec sali. Nie obchodziło mnie, czy działa, po prostu nie chciałam mieć teraz z nikim kontaktu. 
Po około godzinie usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to zapewne Kornelia. 
-Nawet nie waż się tutaj wchodzić! Zniszczyłaś całe moje życie! - wykrzyczałam w stronę drzwi i zaczęłam bardziej płakać.
-Do kogo mówisz? - spytała zaspana Magda.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że zasnęłaś - pogładziłam ją po włosach.
Zobaczyłam, że ktoś naciska klamkę. 
-Słyszałaś, czy mam powtórzyć?! Nie wchodź tu, bo i tak nie masz po co! - dławiłam się łzami. Nie usłyszałam odpowiedzi, a klamka cały czas była naciągnięta. Lekko uchyliłam drzwi, a za nimi zobaczyłam chłopaka. Miał brązowe, postawione do góry włosy i takiego samego koloru oczy. 
-Ja... Przepraszam, myślałam że ktoś inny dobija się do mojej sali - otarłam szybko łzy.
-Nic się nie stało. Usłyszałem płacz i stwierdziłem, że coś jest nie tak. Mam na imię Piotrek - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja ją uścisnęłam.
-Iza - próbowałam się uśmiechnąć, ale chyba to nie wyszło.
-Dlaczego płaczesz? - wyglądał na zmartwionego.
-Nic ważnego - skłamałam.
-Skoro płaczesz, to musi być ważne - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
-No dobrze. Wejdź - otworzyłam szerzej drzwi, a chłopak wszedł do środka i usiadł na łóżku. Jego wzrok zatrzymał się na Magdzie.
-Myślałem, że to sala dla jednej osoby - spojrzał na mnie pytająco.
-Ee... Tak. To moja siostra, Magda - powiedziałam i wskazałam jej dłonią, by wstała.
-Miło mi, Piotrek - uśmiechnął się i uścisnął jej dłoń - Więc... Co się stało?


*** Ross ***
Myślałem, że się przesłyszałem. Czy Ellington właśnie kazał Natalii mnie pocałować? Czy on nie zdaje sobie sprawy, że mam dziewczynę? 
-W policzek - złagodziła Rydel, uderzając przy tym Ratliffa w głowę. Nie musiałem patrzeć na Natalię by wiedzieć, że się zarumieniła, jednak nie odezwała się. Nawet się nie zorientowałem, kiedy poczułem jej ciepłe usta na moim policzku. Byłem pewien, że jestem czerwony jak burak. Miałem nadzieję, że po wyjściu Natalii nikt nie będzie o tym wspominał.
-No dobra, gramy dalej? - spytał Ellington. Wszyscy oświadczyli, że są zmęczeni i chcą iść do swoich pokoi. Wszyscy oprócz mnie i Natalii, rzecz jasna. Po kilku minutach moje rodzeństwo i Ell wyszli z pokoju. 
-Jesteś zmęczona? - spytałem Natalii.
-Nie, wyspałam się już w dzień - odpowiedziała uśmiechnięta. 
-Więc porozmawiajmy - zaproponowałem. - Czy jutro będziesz chciała ze mną odwiedzić Izabelę?
-Oczywiście, że tak - potwierdziła, na co się ucieszyłem. - Musi być jej ciężko ze śmiercią swojej... Eh, nieważne - spuściła głowę, a ja znów wiedziałem, że będzie płakać.
-Natalia - chwyciłem jej podbródek i uniosłem, by spojrzała na mnie - Wiem, że ci ciężko. Bardzo ci współczuję. Ale wyobraź sobie, że twoje mama patrzy teraz na ciebie z góry. Ona nie chce, żebyś płakała. Ona chce, żebyś była silna. Żebyś nie poddawała się. A potem, gdy spotkacie się tam, na górze, ona powie ci, że jest z ciebie dumna, bo nigdy nie zwątpiłaś w swoje siły. Zaufaj mi, ona nadal cię kocha, ona zawsze będzie z tobą. Będzie tutaj - wskazałem palcem na jej serce.
-Ross, to było piękne - przytuliła się do mnie. - Masz rację, powinnam być silna. Ona na pewno na mnie teraz patrzy, na pewno słyszała, co powiedziałeś, i myśli sobie, że jesteś cudowną osobą i naprawdę dobrze się mną opiekujesz - powiedziała z prawdziwym uśmiechem, patrząc głęboko w moje oczy.
-Naprawdę tak myślisz? - spytałem jej.
-Co myślę? - wydawała się być zdezorientowana.
-Że dobrze się tobą opiekuję - odpowiedziałem z uśmiechem.
Dziewczyna chwilę myślała, aż w końcu zdecydowała się odezwać.
-Tak. Jesteś jedyną osobą, która mną się tak dobrze opiekuje. Mam przyjaciółki, które są wspaniałe, ale przyjaciel jako chłopak, to całkiem coś innego. To coś wspaniałego - przyznała. Ona nazwała mnie swoim przyjacielem. To tak wiele dla mnie znaczy.
-A tata? Czy on się tobą nie zajmuje? - miałem nadzieję, że nie będę żałował tego pytania.
-Mój tata co kilka dni wyjeżdża w delegacje. Nie mam rodzeństwa, dotychczas zostawałam w domu z mamą, ale teraz... - spuściła głowę, ale przypominając sobie moje słowa, szybko ją podniosła. - Teraz będę zostawała sama. 
-Och. A czym się interesujesz? - próbowałem zmienić temat.
-Bardzo lubię pomagać, śpiewać  i tańczyć. W dzień, kiedy pierwszy raz cię spotkałam, miałam iść do schroniska by wesprzeć zwierzęta, ale to była moja jedyna okazja by cię zobaczyć, oprócz koncertu oczywiście - uśmiechnęła się. Nie przypuszczałem, że pomaga w schronisku. To kochane. 
-Kim chciałabyś zostać w przyszłości? - spytałem zamyślony.
-Jeszcze nie wiem, ale wydaje mi się, że psychologiem - odpowiedziała, podpierając się łokciami na moim łóżku.
-Nadajesz się - powiedziałem, przymykając oczy.
-Ross, widzę, że chce ci się spać, nie jestem ślepa - zaśmiała się. - Śpij, ja nie ucieknę.
Położyłem się obok niej na łóżku, twarzą do niej. Nie mogłem zasnąć, ale chciałem, żeby role się odwróciły i udawałem, że śpię. Natalia zgasiła światło i włączyła lampkę nocną, zapewne bym mógł łatwiej zasnąć. Słodkie. 
Poczułem, że kładzie się z powrotem obok mnie. Po chwili zaczęła bawić się moimi włosami. Delikatnie je przeczesywała, a potem robiła mi przeróżne fryzury.
-Irokez - powiedziała sama do siebie, a potem zaczęła się cichutko śmiać. Ledwo powstrzymałem się, by nie wybuchnąć śmiechem.
Po chwili zrobiło się cicho. Poczułem jej oddech blisko mnie. Delikatnie pocałowała mnie w policzek, a potem wyszeptała mi do ucha krótkie 'Dziękuję'. Następnie zamknęła oczy i więcej się nie odezwała. 
-Nie ma za co - odpowiedziałem szeptem, jakby w nadziei, że mnie usłyszy.

____________________________________


piosenka z tytułu: On The Line

środa, 23 lipca 2014

17. I'm going home and I'm coming to you, chasin' the beat of my heart

*** Ross ***
Po chwili moja siostra wróciła z resztą zespołu. Natalia od razu się rozpłakała. Widać było, że spełnia się jej marzenie. Przytulała wszystkich, a ja siedziałem z boku. Nie chciałem jej przeszkadzać. Pragnąłem, żeby moje rodzeństwo jak najszybciej wyszło, bo czułem się jak piąte koło u wozu. Tak bardzo chciałem zostać sam z Natalią, przy niej czuję się swobodnie, mogę być stuprocentowym sobą. Przy rodzeństwie też, ale z nią jest jakoś inaczej. I mimo, że jest moją fanką, to znaczy dla mnie naprawdę wiele. Nie sądziłem, że można aż tak przywiązać się do kogoś w przeciągu zaledwie kilku dni.
-To co, może już pójdziemy? Ross jest śpiący, Natalia pewnie też - odezwała się w końcu Rydel. Riker spojrzał na mnie pytająco.
-Zamierzacie spać w jednym łóżku? - odezwał się, na co kiwnąłem głową. Rzucił mi trochę dziwne spojrzenie, ale nic nie powiedział.
Po jakichś pięciu minutach nareszcie wyszli i zostałem sam z Natalią.
-Mogę skorzystać z łazienki? - spytała, wciąż wesoła.
-Oczywiście - uśmiechnąłem się.
- Ymm... - wskazała nieśmiało na swoje ubranie. Od razu wiedziałem, o co jej chodziło. Podszedłem do komody i wyciągnąłem moją żółtą koszulkę.
-Proszę - powiedziałem, podając jej materiał - Na pewno będzie za duża, ale i tak będziesz pięknie wyglądać.
Zarumieniła się, bąknęła krótkie 'Dzięki' i szybko weszła do łazienki. No tak, nie mogę zapominać że jest moją fanką. Naprawdę muszę panować nad słowami.
Ściągnąłem buty, a potem spodnie i koszulkę, pozostając w samych bokserkach. Mam nadzieję, że Natalia się nie speszy. Kogo ja oszukuję, na pewno się speszy... W sumie nie wiem, po co się rozebrałem wiedząc, że ona będzie spała ze mną. Może znowu chciałem zobaczyć jej rumieńce, które pojawiają się za każdym razem, kiedy się zawstydza? Ross, uspokój się. Co ty właściwie wyprawiasz? Eh, pytanie, co ona wyprawia... Ze mną.
Natalia wyszła z łazienki z mokrymi włosami, ubrana w moją koszulkę. Gdy zobaczyła, że siedzę na łóżku w samych bokserkach, głośno wciągnęła powietrze i lekko się zarumieniła.
-Zamierzasz... Eee... Tak spać? - jąkała się.
-Wiesz, gorąco mi - odezwałem się z szerokim uśmiechem, ale po chwili zorientowałem się, jak ona mogła to odebrać, więc spoliczkowałem się za to mentalnie - No bo... W tym hotelu za bardzo podkręcają ogrzewanie, wiesz - tym razem to ja się zarumieniłem.
-Spoko - uśmiechnęła się tępo, a ja już wiedziałem, że za chwilę będzie bliska płaczu.
-Ross... Tęsknię za nią - powiedziała, a jej głos się załamał.
-Za kim? - nie zdążyłem ugryźć się w język. No do cholery, za kim może tęsknić, skoro jakąś godzinę temu wyznała mi, że zmarła jej matka? - Ach tak.
-Zabierz mnie do niej, proszę - zaniosła się płaczem i przytuliła do mnie. To były najbardziej poruszające słowa, jakie usłyszałem w całym swoim życiu.
Po kilkunastu minutach zasnęła. Położyłem się obok niej, wpatrując się w jej powieki i zaschnięte łzy na policzkach. Czemu ona tak cierpi?
Odgarnąłem jej włosy z twarzy, a potem pocałowałem ją w czoło. Nie wiem nawet dlaczego, nie przemyślałem tego.
-To było miłe - odezwała się, otwierając oczy.
-To ty... nie śpisz? - spytałem spanikowany.
-Nie mogę zasnąć - powiedziała, patrząc głęboko w moje oczy.
-To tak jak ja - skłamałem.
Nagle zadzwonił mój telefon. Postanowiłem to zignorować.
-Ross, odbierz. To na pewno Iza. Spokojnie, będę cicho - powiedziała Natalia.
Spojrzałem na wyświetlacz. Rzeczywiście, Iza.
-Co tam, skarbie? -odebrałem, bojąc się odpowiedzi.
-Wiem już... Wiem o śmierci mojej babci - szlochała.
-Tak mi przykro... Przepraszam że wybiegłem ze szpitala, po prostu jestem za słaby na to - tłumaczyłem się.
-Nie masz za co przepraszać. Kornelia przeprowadza się do domu swoich rodziców, który jest przecznicę dalej od mojego dotychczasowego i zaproponowała mi i Magdzie, żebyśmy z nią zamieszkały, więc będę mieć dach nad głową - obwieściła.
-To wspaniale - ulżyło mi, że nie będzie musiała mieszkać ze mną. Nie wiem dlaczego moje zdanie się tak szybko zmieniło, ale byłoby to dla mnie naprawdę zbyt wiele.
Niedługo potem skończyliśmy rozmowę.
-I jak? - spytała Natalia.
-Wie już... I zamieszka wraz z Magdą u Kornelii - tłumaczę.
Zbliżała się pierwsza w nocy, a my nie spaliśmy. Postanowiliśmy zawołać moje rodzeństwo, bo i tak nie mieliśmy nic do roboty.
-Więc co robimy? - spytał Rocky.
-Zagrajmy w butelkę! - zaproponował Ell.
Widziałem kątem oka, że Natalia nadal jest podekscytowana widokiem jej idoli i mało się odzywa, ale wiedziałem, że podczas gry to się zmieni.
Najpierw wypadło na Ratliffa i Rydel. Siostrunia kazała mu wejść pod prysznic w ubraniach, a gdy to zrobił, zaczął się do niej przytulać, by ją wkurzyć.
Następnie przyszła kolej na Natalię i Rockyego. Bałem się, co ten pacan jej zada, lub o co spyta.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Hmm... pytanie - odpowiedziała mu.
-Która piosenka z LOUDER jest twoją ulubioną? - wow, zadał całkiem normalne pytanie.
-If I Can't Be With You i Here Comes Forever - odpowiedziała z uśmiechem.
-Też kocham If I Can't Be With You! - zaśmiałem się.
Butelka wskazała na mnie i Rikera, więc kazałem mu zatwerkować. Gdy to wykonał, wszyscy śmiali się do rozpuku, łącznie z Natalią. Cieszyłem się z jej uśmiechu. Jakkolwiek dziwnie to brzmi.
-Wiecie co? Baardzo chce mi się spać - ziewnęła Rydel.
-Mi też. Może dokończymy jutro? - spytał Riker.
-Niee! No poczekajcie no... Jeszcze jedna runda! - Ratliff w ogóle nie wyglądał na zmęczonego. Pewnie miał nadzieję, że ktoś każe mu pocałować Rydel.
Riker zakręcił butelką. Wypadło na Ella i Natalię.
-Pytanie czy wyzwanie? - spytał z uśmieszkiem Ellington.
-Wyzwanie - odpowiedziała dziewczyna.
-Pocałuj Rossa - powiedział poważnie, a mi serce stanęło.

___________________________________________


piosenka z tytułu: Chasin' the beat of my heart

poniedziałek, 21 lipca 2014

16. The tremors keep repeating and I tell myself keep breathing but I'm caught in your aftershock

*** Ross ***

Nie zdążyłem zejść z łóżka, kiedy do pokoju weszły Selena i Kornelia.
-Yyy... - brunetka była bardzo zaskoczona.
-Selena Gomez? - zdziwiła się Natalia.
-To my może wpadniemy później - odezwała się rudowłosa, marszcząc czoło.
-Nie! Nikt stąd nie wychodzi! - krzyknąłem i wskazałem dziewczynom kanapę, by usiadły.
-Wiem jak to wyglądało. Ale ja zaprosiłem Natalię tylko po to, żeby z nią pogadać, wyżalić się, tak po przyjacielsku... - zacząłem.
-A potem wylądowaliście w łóżku! Czy nie dość zraniłeś Izabelę?! Co ona ci zrobiła?! - krzyknęła Kornelia, ale Selena pokazała jej, żeby siedziała cicho.
-Kiedy jechałem autem, zahamowałem, a pas zranił mnie w szyję. Moja koszulka była poplamiona krwią, więc ją ściągnąłem, a potem zwyczajnie zapomniałem włożyć, potem przyszła Natalia, którą sam zaprosiłem  - spojrzałem ze złością na Kornelię - Próbowałem się ubrać, ale wszedłem do łazienki, zamiast podejść do komody, zderzyłem się z Natalią i wpadliśmy na łóżko.
-Spokojnie, nie denerwuj się - odezwała się rudowłosa, co bardzo mnie zdziwiło. Od początku mnie nie lubiła i zaskoczyło mnie, że zwróciła się do mojej osoby z... szacunkiem?
-Czyli już rozumiecie? - podszedłem do komody i wyciągnąłem czystą koszulkę.
-Tak - uśmiechnęła się Kornelia.
-Ja również. Zostawić was samych? - odezwała się Selena.
-Nie, ja już muszę się zbierać - powiedziała Natalia i wstała z łóżka, ale ja ją powstrzymałem.
-Nie ma takiej opcji. Przecież jesteś tu, by posłuchać o moich problemach - zaśmiałem się - Poza tym, dopiero przyszłaś, więc i tak cię nie wypuszczę - powiedziałem, trzymając ją delikatnie za łokieć. Trochę się zaczerwieniła. No tak, muszę pamiętać, że jest moją fanką. 
Chwilę później Kornelia i Selena wyszły.
-Więc, jaki jest twój problem? - uśmiechnęła się, wciąż lekko zaczerwieniona.
-Po prostu boję się... Wszystkiego. To dla mnie za dużo. Rozłąka z Izabelą, wypadek, a teraz JA mam jej powiedzieć o śmierci jej babci. To dla mnie zbyt uciążliwe. Do tego... Sam nie wiem, czy kocham ją tak, jak dawniej - ostatnie zdanie z trudem przeszło mi przez gardło, ale to prawda. Nie wiem, czy kocham ją tak, jak wtedy. Może to było zauroczenie? Sam nie wiem, nie chcę o tym myśleć.
-Nie możesz tak mówić. Jesteś jeszcze odrobinę roztrzęsiony, więc nie myślisz racjonalnie. Po prostu to wszystko wymaga czasu - poklepała mnie po ramieniu. Spojrzałem jej głęboko w oczy. Nie wiem, jak to się stało, ale przez chwilę widziałem w nich ból. Nigdy nie potrafiłem stwierdzić, czy człowiek cierpi, ale przyjrzałem się jej dokładnie, i aż sam byłem zdziwiony, że nie zauważyłem tego wcześniej.
-Ładne masz oczy - odezwałem się. Stop. Co ja powiedziałem? 
-Dziękuję - uśmiechnęła się, ale w jej oczach wciąż widniał smutek. Serio byłem głupi, że wcale tego nie widziałem.
-Nie to miałem na myśli, przepraszam - rany, moja twarz była zapewne bardziej czerwona niż burak.
-Nie, nic się nie stało - spuściła głowę, a z jej prawego oka spadła łza.
-Ej, co jest? - delikatnie złapałem za jej podbródek i uniosłem tak, żeby patrzyła prosto na mnie. - Nie wiem jak, ale... Widzę smutek w twoich oczach. 
-Dwa dni temu zmarła moja mama - wyszeptała, przymykając oczy, dając swobodnie spływać łzom.
W tamtym momencie mnie zatkało. Naprawdę, kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć, po prostu przytuliłem ją.
-Bardzo mi przykro - wyszeptałem w jej blond włosy. Moje zmartwienia przy jej to nic. 
Płakała przez jakieś pół godziny, a potem zasnęła w moich ramionach. To słodkie. Położyłem ją delikatnie na łóżku i zabrałem jej telefon. Pobiegłem do pokoju Rydel, opowiedziałem o tym, co się stało i poprosiłem, by zadzwoniła z telefonu Natalii do jej taty, żeby powiedzieć mu, że ona jest przemęczona i że zostanie u nas na noc.
-Zwariowałeś? Zabrałeś jej telefon kiedy spała? - skarciła mnie siostra.
-Izabeli też tak robiłem i nie miała pretensji - odpowiedziałem.
-Czy wy... Zerwaliście? - spytała, zaskoczona.
-Nie, ale muszę przemyśleć parę spraw. To zadzwonisz? - powiedziałem z miną słodkiego pieska.
-Czemu ty tego nie zrobisz? - uniosła jedną brew.
-Jak by to wyglądało? - wywróciłem oczami.
-Taa, racja. Daj ten telefon - odpowiedziała, a kiedy podałem jej komórkę Natalii, zniknęła w pokoju. No, czyli załatwione.
Wróciłem do swojego pokoju i usiadłem obok śpiącej Natalii na łóżku. Nie wiedziałem, czy ją obudzić. Postanowiłem, że lepiej będzie, kiedy ją powiadomię, że zostaje u nas.
-Natalia? - delikatnie nią potrząsnąłem.
-Taaa? - odpowiedziała zaspana.
-Rydel dzwoni do twojego taty, żebyś została tu na noc. Zgadzasz się? 
-Naprawdę? Jeju, Ross, nie musiałeś... - uśmiechnęła się.
-Ale chciałem - zaśmiałem się.
-Ross? - zrobiła poważną minę.
-Tak?
-Dziękuję ci.
-Za co? - spytałem.
-Za wszystko - znów posmutniała.
-Zaraz będziesz mnie wyzywać... - spuściłem głowę.
-Za co? - była zdezorientowana.
-Za to! - krzyknąłem i zacząłem ją łaskotać.
-Stop... Ross! Haha, nie mogę - zaczęła krzyczeć i się śmiać.
-Mówiłem, że będziesz na mnie krzyczeć? - zaśmiałem się.
-Ross... Mam jeszcze jedno pytanie - podparła się łokciami na łóżku.
-Taak? - spytałem, szczerząc się.
-Gdzie będę spała? - zapytała poważnie.
-Ze mną... Jeśli chcesz - odpowiedziałem, trochę bojąc się odpowiedzi, bo przecież mam dziewczynę.
W odpowiedzi zobaczyłem ogromny uśmiech i wypieki na jej twarzy. Dziewczyna widząc, że jej się przypatruję, uspokoiła się.
-Pozwalam ci piszczeć i krzyczeć - zaśmiałem się.
-Na pewno tego chcesz? - spytała. 
-Tak - wyszczerzyłem się.
-O MÓJ BOŻE, BĘDĘ SPAŁA W JEDNYM ŁÓŻKU Z ROSSEM LYNCHEM, DO TEGO W APARTAMENCIE CAŁEGO R5, TO SEN, TO NA PEWNO SEN! - krzyknęła, aż zabrakło jej tchu.
Kiedy krzyczała te wszystkie słowa, zanosiłem się śmiechem. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie to rozśmieszyło. Była taka kochana. Aż miałem ochotę ją przytulić. A czemu miałbym tego nie zrobić? Wyciągnąłem ręce w jej kierunku i przytuliłem ją tak mocno, że nie mogła oddychać.
-AAAAAAA! ROSS LYNCH MNIE DUSI! TO NA PEWNO SEN! - krzyczała żartobliwie, a ja zacząłem śmiać się jeszcze głośniej.
W tym momencie do pokoju weszła Rydel.
-Tata Natalii... - zaczęła, ale widząc nas, zaczęła się śmiać. Do tego Natalia wyskoczyła z moich objęć, zaczęła krzyczeć i przytulać Rydel. Moja siostrzyczka zrobiła do mnie minę w stylu 'Awww, jaka ona kochana' a potem przytuliła ją najmocniej jak potrafiła.
-Widzę, że Natalia jest naszą fanką - uśmiechnęła się Delly. - Może zawołam resztę, żebyś poznała ich wszystkich? - w odpowiedzi usłyszała tylko radosny pisk Natalii, więc przyjęła to za 'tak'. - Dobrze, za chwilę będę - zaśmiała się.

_____________________________________
następny rozdział, hehe
mam nadzieję że się spodobał :D
piszcie co sądzicie
i najważniejsze pytanie
czy w jakiś sposób zmieniła się wasza opinia na temat Natalii?
to tyle xx

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

piosenka z tytułu: Aftershock